wtorek, 25 listopada 2014

włosowa aktualizacja

Dzisiaj kolejna włosowa aktualizacja. Ostatnio pisałam o planach pocięcia włosów. Minęło już ponad 3 tygodnie, odkąd wyszłam od fryzjera. Standardowo rozjaśniłam też włosy- siwe włosy za młodu to nie jest niestety fajna sprawa. Zastanawiałam się nad koloryzacją henną, ale chyba jeszcze do tego nie dojrzałam ;). Zresztą pan Leszek, który mnie strzyże, potrafi dobrać bardzo ładny kolor-zawsze jestem zadowolona z malowania. Cena jak na Warszawę też nie jest zbyt wysoka- 130 zł za podcięcie i koloryzację ze zniżką studencka.
Więc minęły już 3 tygodnie, kolor nieco się wypłukał, odrosty też zresztą widać. Jednak maluję włosy co 3-4 miesiące, bo naturalny kolor nie różni się znacznie od farby, a siwych włosów jeszcze nie mam aż tak dużo, abym musiała częściej je rozjaśniać. Poniżej przestawiam zdjęcia stanu włosów z dnia dzisiejszego:



Włosy zostały delikatnie ścieniowane na długości, lecz zostało to w miarę umiejętne zrobione i nie mam "piórek", które są charakterystyczne przy cieniowaniu cienkich włosów.
Moja pielęgnacja nie zmieniła się. Na razie jestem na etapie wypróbowywania maski aloesowej. Ostatnio pisałam też o odżywce z Fitomedu- ekstra-ziołowa do włosów koloryzowanych (odcienie jasne). Jako odżywka b/s- nadal spisuje się super. Jednak gdy nakładałam ją na umyte szamponem włosy, to już tak miło nie było. Włosy były jak puszek- odżywka wcale ich nie dociążyła, do tego miałam takie wrażenie szorstkości. Pozostawię ją jako odżywka b/s i eksperymentować już więcej nie będę.
Czy planuję zmienić moją pielęgnację? Na razie mam w planach kupienie Mydła Cedrowego Kąpiel Agafii. Zachęciła mnie pozytywna ocena Martusi i przy następnej wizycie w Bioorganice na pewno włożę to mydło do koszyka :).
A teraz nie włosowo- w tym tygodniu przyjdzie do mnie cudowna paczuszka z ekobieca.pl, więc jak będę miała chwilę czasu, to na pewno napiszę o moich nowościach makijażowych ;).

Pozdrawiam 
Kobieta Inżynier

   

piątek, 10 października 2014

moje postępy włosowe

Witam z powrotem po baaardzo długiej przerwie. Systematyczność w prowadzeniu bloga to chyba nie jest moja mocna strona. Jednak prowadzę go dla siebie i dopiero teraz poczułam potrzebę kontynuowania.
Chciałam się podzielić postępami w pielęgnacji moich włosów:
zdjęcie ze stycznia:
oraz zdjęcie z dzisiaj (z góry przepraszam za jakość, ale nie posiadam aparatu fotograficznego)
Od czasu pierwszego zdjęcia włosy były dwukrotnie podcięte- w kwietniu niecałe 10 cm, zaś pod koniec lipca- końcówki. Mam nadzieję, że widać już różnicę :). W najbliższym czasie planuję znowu pójść do fryzjera i nastawiłam się na kolejne drastyczne cięcie- włosy będą długości mniej więcej do ramion (na zdjęciu widać miejsce, w którym włosy zaczynają się przerzedzać- to jest planowana linia podcięcia). Wiem, że to sporo, ale wyszłam z założenia, że lepsze trochę krótsze, ale zdrowsze włosy, niż długie siepki (jak moje). Na pewno wstawię zdjęcie po wizycie :). Dodatkowo nie obędzie się bez malowania- na szczęście pan Leszek (mój ulubiony fryzjer- ul. Lwowska przy pl Politechniki w Warszawie) potrafi tak pomalować włosy, by jak najmniej na tym ucierpiały. Nie się co oszukiwać- farbowane nie pomaga włosom wysoko i średnio porowatym.
Jak wygląda moja pielęgnacja? Od ostatniego wpisu przewinęło się wiele kosmetyków na mojej głowie ;). 
Oleje:
Wypróbowałam olej Khadi- niestety nie sprawdził się na moich włosach, były po tym oleju suche, i strasznie się plątały. Moim ulubonym olejem stał jest BabyDream fur mama- działa wygładzająco na moje włosy, jeszcze lepsze efekty uzyskuje poprzez spryskanie włosów przed olejowaniem wodą różaną. 
Wcierki:
Zdecydowanie Farmona Jantar- w okresach wypadania włosów potrafi skutecznie zachamować wypadanie, mój skalp też się bardzo polubił z tą wcierką. Używałam również kozieradki, jednak ani nie zauważyłam wielkiego baby hair, ani nie wpływał na ilość wypadających włosów.
 Przez jakiś czas używałam Cerkogelu 30- ładnie uspokoił moją nieco swędzącą głowę. 
Kuracja wewnętrzna:
Przez jakiś czas piłam siemię lniane z sokiem malinowym- mniam :). Włosy w trakcie kuracji nie wypadały i były w całkiem dobrej kondycji- planuję niedługo wrócić do siemienia.
Szampony:
Nadal myję włosy codziennie rano, więc w ciągu tygodnia przewijają się 3 szampony:
- Alterra migdał i jojoba- bardzo delikatny szampon, zawsze zmywam nim oleje. Minusem jest bardzo kiepska wydajność
- Joanna Rzepa do włosów cienkich delikatnych ze skłonnością do wypadania oraz Schauma przeciwłupieżowy- szampony oczyszczające; po Rzepie moje włosy aż skrzypią z czystości, zaś Schauma skutecznie eliminuje powstający łupież (nie jest to może uciążliwy łupież, ale gdy odstawiam ten szampon, to po całym dniu trochę łupieżu na ramionach widzę)
Odżywki: 
- nadal jest wierna Garnier Ultra Doux z olejkiem avocado i masło karite- włosy po nałożeniu i jej spłukaniu są bardzo mięciutkie, aż chcę się ich dotykać. Znalazłam też dla tej odżywki inne zastosowanie- po jej spłukaniu i odciśnięciu nadmiaru wody z włosów, nakładam tą odżywkę (kropla wielkości 2-groszówki) na końcówki- nie muszę dzięki temu na suche włosy używać serum silikonowego. Obecnie końcówki mam w bardzo dobrym stanie.
- moim ostatnim hitem jest Fitomed- odżywka ekstraziołowa rumianek i słonecznik do włosów koloryzowanych. Używam jej jako odżywki bez spłukiwania (aczkolwiek trzeba bardzo uważać, żeby nie nałożyć jej za dużo). Jej to jeden z nielicznych kosmetyków, który wywołam u mnie efekt WOW. Pięknie wygładza i ujarzmia, co jest ważne przy włosach wysoko i średnio porowatych. Dodatkowo pięknie pachnie :). Chyba żadnym kosmetykiem nie udało mi się uzyskać takiego efektu.  Jej skład też jest niczego sobie- dopiero po parfum występują konserwanty, które nie powinny szkodzić w takiej ilości. Polecam ją do wypróbowania :)
- Przez dłuższy czas używałam Isany professional w biało fioletowej tubce, która byłą moją kuracją proteinową, jednak nie widzę już jej w rossmannie :(. Przerzuciłam się więc na maskę L'biotika Biovax Latte- używam jej jako odżywki, działania jeszcze nie chcę oceniać (użyłam jej dopiero raz)
Maski:
Mocno zaniedbałam pod tym względem moje włosy, nigdy nie mam czasu jej nałożyć, a jak mam, to włącza mi się opcja LEŃ. Narazie na wypróbowanie czeka Aloesowa maska NaturVital- użyłam jej dosłownie 3-4 razy, więc również wstrzymam się z opinią.

To już będzie wszystko na dzisiaj- serdecznie wszystkich pozdrawiam i życzę miłego weekendu :)!




środa, 5 marca 2014

Rosyjski balsam na kwiatowym propolisie, czyli moja opinia

Ponieważ niedawno rozpoczęłam kolejny etap mojej nauki, czyli studia magisterskie, więc nie miałam zbyt dużo czasu. A jak już miałam trochę wolnego, to spędzałam go na słodkim lenistwie ;). Dzisiaj w końcu przełamałam lenia blogowego.
Mniej więcej w połowie stycznia na stronie www.bioarp.pl kupiłam wraz z szamponem z pomarańczą i papryczką chili (który bardzo sobie chwalę i jak narazie jest moim ulubieńcem) rosyjski balsam na kwiatowym propolisie z serii przepisy babci Agafii.

Do kupna na pewno zachęcił mnie skład, który umieszczam poniżej:
Składniki (INCI): Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Anthemis Nobilis Flower Oil, Rosa Centifolia Flower, Pollen Extract, Humulus Lupulus (Hops) Cone Tar, Mel, Jasminum Officinale Flower Wax, Spiraea Ulmaria Oil, Verbena Officinalis Oil,  Propolis Extract Milk, Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.
Nie jestem jeszcze specjalistką w czytaniu składów, ale od razu rzuca się w oczy wiele naturalnych składników. Mimo takiego bogatego składu ta odżywka nie sprawdziła się u mnie. Używałam go głównie po szamponie (nie korzystam z metody OMO, parę razy próbowałam i nie bardzo mi się spodobała taka wersja mycia włosów, może niedługo zrobię kolejne podejście). Włosy po spłukaniu tego balsamu najczęściej były poplątane (aby temu zapobiec musiałam naprawdę sporo jej nałożyć na włosy). Dodatkowo odniosłam wrażenie, że nieco puszył moje włosy, które i tak z natury są lekkie i delikatne.
Czy poleciłabym tą odżywkę? Myślę, że nie, chociaż jak wiadomo, każdy włos jest inny, więc nie dziwi mnie wiele pozytywnych opinii na temat tego balsamu. Mimo, że zostało mi około 100ml balsamu, to wróciłam do Garniera masło karite i awocado (który bardzo dobrze działa na moje włosy).
To chyba na tyle na temat rosyjskiego balsamu na kwiatowym propolisie. Jednak chciałam jeszcze pochwalić się moimi najnowszymi zdobyczami:

1. Aloesowa maska NaturVital- w końcu po wielu wypadach do drogerii Natura ujrzałam na półce ostatnią sztukę ^^.  Dokończę maskę z l'biotiki i biorę się za aloes.
2. Mydło z olejkami waniliowe firmy Song of India- kupiłam je na allegro w sklepie selva cosmetics. Mam zamiar go używać do twarzy zamiast żelu oczyszczającego, a co z tego wyjdzie, to zobaczymy ;).
3. Wilo, Last & Shine Lacqer- kolejny lakier, i kolejny niebieski, eh.
4. Pomadka Alterry rumiankowa- kupiona w Rosmannie z przeznaczeniem do rzęs. Słyszałam wiele pozytywnych opinii, więc pora na to, abym i je ją wypróbowała.

To tyle na dzisiaj
Pozdrawiam serdecznie
Kobieta Inżynier

sobota, 22 lutego 2014

postanowienia włosowe (i nie tylko)

Już od jakiegoś czasu (trochę ponad dwa miesiące) interesuję się tematem włosomaniactwa. Być może to nie jest dużo, ale wystarczająco, żeby nieco się w temat wciągnąć. Ponieważ ostatnimi czasy się nieco rozleniwiłam (czyli ferie w domku ^^), więc dzisiejszy post jest o tym, co chcę zrealizować w najbliższym czasie i z czym walczyć.
Systematyczność!!! To jest coś, z czymś muszę się uporać, i to nie tylko w temacie włosowym. Chodzi m.in. o systematyczność na uczelni. Mój kierunek to nie ćwiczenia, ale projekty oraz laboratoria, nad którymi muszę poświęcić wiele czasu w domu. W tym przypadku moim celem jest nie siedzenie po nocach tylko ładnie i systematycznie pracować. A wiem, że będzie ciężko, bo a to coraz cieplej, a to na spacer, a to już maj i juwenalia i wielkie chlańsko piwa (a raczej zlewek, ale to się pominie). Mam nadzieję, że wytrwam i znajdę chwilę czasu na bloga :).
 Co do włosów, to też chcę zrealizować kilka rzeczy:

Systematyczne używanie kozieradki!
Ostatnio trochę sobie darowałam i powoli zaczynam przez to niweczyć efekty uzyskane Jantarem (mimo, że moje włosy wypadały raczej w ilości dopuszczalnej, Jantar spowodował zmniejszenie ich wypadania oraz zaobserwowałam nowe baby hair).

Znaleźć swój idealny olej.
Należę do typu osób, które nie lubią  marnować kupionego kosmetyku, więc może mi się  tym chwilę zejść. Aczkolwiek od niedawna używam BDfM, który ma fajne działanie nie tylko na włosy, ale również na ciało (już dawno nie miałam takiej gładkiej i miękkiej skóry).

Wiązać częściej włosy.
 Nie lubię moich włosów w wersji związanej. Może to ze względu na moje dawne kompleksy z powodu odstających uszu (a tak naprawdę widziałam przypadki o wiele gorsze, nie obrażając oczywiście nikogo), albo dlatego, że nie umiem ich jakoś efektownie związać. Niestety, ale odbija się to na końcówkach włosów, które obecnie są przygniatane przez szalik.

Próbować myć włosy nieco rzadziej.
Obecnie myję je codziennie ze względu na przetłuszczanie się skóry głowy. Ale nie jest to moim priorytetem- jeżeli się nie uda, to trudno.

Umówić się na wizytę fryzjerską do pani Marty.
Być może doradzi mi co nieco, jak mam dbać o moje kochane falowane piórka :).

Wydaje mi się, że to jak na razie wszystko, co chciałabym osiągnąć w temacie włosowym. Dodatkowo jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałabym osiągnąć:

Więcej ruchu!!! Jestem strasznym leniwcem w tym aspekcie :). Przez listopad, grudzień i połowę stycznia chodziłam na jogę, prowadzoną przez bardzo miłą panią Małgosię w AwaStudio (http://awastudio.pl/). Zajęcia były super i o ile będę miała pieniążki (ach ten ciężki żywot studenta ;) ), to zapiszę się na kolejne.

Poprawić swoją dietę. Jak wiadomo, studenci jedzą to, co dostaną od rodziców z domu, czyli w moim wypadku jest całą masę kotletów różnej maści i pierogi. Muszę spróbować urozmaicić moje jedzenie, bo jednak jest to powiązane z kondycją moich włosów i ogólnie całego ciała.

To chyba już wszystko na dzisiaj
Pozdrawiam serdecznie
Kobieta Inżynier

czwartek, 20 lutego 2014

kulturalnie

Dzisiaj post z serii kulturalnie, czyli co ostatnio obejrzałam/przeczytałam/zobaczyłam :).
14 lutego miałam dwa powody do świętowania- obroniona dzień wcześniej praca inżynierska oraz walentynki. Z tej okazji wraz z moim chłopakiem wybraliśmy się do kina. Wybór padł na American Hustle. Film wychwalany, kilka nominacji do Oscara, więc próbujemy.
Opis na FilmWebie jest dosyć krótki, mimo to dobrze opisuje fabułę tego filmu. Irving wiedzie stosunkowo spokojne życie (o ile życie z wyłudzania pieniędzy może być spokojne) wraz ze swoją żoną Rosalyn (świetna rola Jennifer Lawrence), z którą łączy go tylko adoptowane przez niego dziecko. Gdy pojawia się Sydney, jego życie się zmienia. Wraz ze swoją kochanką zarabiają krocie na "kredytach" udzielanych potrzebującym, do momentu przyłapania ich na gorącym uczynku przez agenta federalnego Richiego. Od tego momentu rozpoczyna się przymusowa współpraca pomiędzy Irvingiem i Sydney oraz Richiem. Cel- przyłapywanie ważnych polityków na braniu łapówek.
Przez pierwszą część filmu z ciekawością czekałam na rozwój wydarzeń. I czekałam. Czekałam. Przez co po jakieś 1/3 filmu zaczęłam się po prostu nudzić. Ja rozumiem, żeby dojść do pożądanych polityków, trzeba przejść przez wiele osób, a nawet zacząć robić niezbyt uczciwe interesy z mafią, jednak uważam ten etat był nieco przydługi. Praktycznie sama końcówka filmu to wyjaśnienie wszystkich wątków, nagły rozwój akcji i ponowne skupienie się na nim.
Czy któraś postać przykuła moją uwagę? Tak jak wcześniej pisałam, na pewno rola Jennifer Lawrence, gdzie w pamięci utkwił mi epizod dotyczący mikrofali (aż tak spoilerować nie będę, jeżeli zechcecie, to zobaczycie ;))- przykład typowej upartej kobiety pt. "i tak zrobię co mi się żywnie podoba". Podobała mi się również postać wykreowana Przez Bradleya Coopera- agenta federalnego, który jest na pewno ambitny, ale chyba nie do końca zrównoważony psychicznie. Postacią godną zapamiętania jest też burmistrz Carmine Polito (graną przez Jeremy'iego Rennera), od którego rozpoczęto proces śledzenia polityków. Jeden z nielicznych polityków, którzy pragnęli rozwoju miasta, a nie swoich kieszeni. Naprawdę szkoda mi go było, ponieważ według mnie został po prostu wrobiony.
Według mnie American Hustle zasłużył na ocenę 6/10. Plusy za kilka naprawdę ciekawie przedstawionych postaci i wątków, jednak duży minus za te momenty dłużyzny. Moje odczucia dobrze odzwierciedla podsumowanie z recenzji Łukasza Muszyńskiego :"(...)najsłabiej wypada wątek sensacyjny: niby dopięty na ostatni guzik, a przecież poprowadzony bez ikry charakteryzującej inne partie filmu. Jednak ostatecznie w tej komedii o wielkim przekręcie stawką w grze nie jest ani kasa, ani władza, ani ucieczka przed więzieniem. Pytanie dramatyczne dotyczy Irvinga i Sydney: czy uda im się wreszcie zrzucić maski, pod którymi przez lata skrzętnie skrywali prawdę o sobie? A jeśli tak, to czy będą potrafili się z tą prawdą zmierzyć?"
Czy polecam ten film? Uważam że tak, nawet ze względu na naprawdę fajnie przedstawioną scenerię lat 70 (ach te stroje i fryzury :)) .

Na koniec trochę zdjęć z ostatnich dni którymi chcę się pochwalić :
1. Naprawdę bardzo rzadko maluję paznokcie. Chyba jest na to po prostu zbyt leniwa (i być może dlatego, że nie wychodzi mi to zbyt dobrze) . Jednak ostatnio z okazji większej ilości wolnego czasu zaopatrzyłam się w lakier essence nail art special effect!(bezbarwny z niebieskimi drobinkami) oraz wykorzystałam lakiery które posiadam, czyli Classics nail lacquer(które można dostać w drogeriach Laboo) i bezbarny lakier z Avonu. Efekt oceńcie same( w rzeczywistości lakier bardzo się mieni, jednak nie posiadam dobrego aparatu, aby to uchwycić)




2. Z okazji, że 19 lutego miałam urodziny (kurczaczki, stara już jestem xD), wzbogaciłam się o kilka rzeczy:
Mój dysk zewnętrzny w końcu nie jest bezdomny :).
Najnowsza płyta Within Temptation "Hydra". Baaardzo mi się podoba i nie mogę się doczekać na koncert tego zespołu, który odbędzie się 9.03.2014 w warszawskim Torwarze(bilety to mój kolejny prezent- od siostry :*).
Moim ostatnim prezentem jest koszulka Comy, która niestety okazała się nieco za mała i ma zostać wymieniona na rozmiar większą. Czyli jeszcze chwilkę na nią poczekać (na tej stronie możecie zobaczyć, jak będzie wyglądać: http://coma.patefon.pl/odziez/id,o_1_1_KD_085,coma-pierwsze-wyjscie-z-mroku.html ).

To tyle na dzisiaj
Pozdrawiam serdecznie
Kobieta Inżynier


niedziela, 16 lutego 2014

Moja włosowa historia

Moja włosowa historia
Od małego moje włosy nie należały do najmocniejszych- ani ja, ani moje rodzeństwo nie odziedziczyło ładnych dosyć grubych włosów taty. Mimo tego, włosy były dosyć zdrowe i ładnie się prezentowały.

Jednak gdy miałam 8 lat zachorowałam za bakteryjne zapalenie opon mózgowych. Ponad 2 tygodnie w szpitalu na silnych lekach zrobiły swoje- pielęgniarki czesząc mnie wyjmowały mi włosy garściami. Od tego czasu moje włosy to suche piórka o skłonnościach do falowania się.

Przez następne lata były traktowane przeze mnie drogeryjnymi szamponami i zazwyczaj odżywką z tej samej serii. O maskach słyszałam, sporadycznie je stosowałam, ale byłam zbyt leniwa, by robić to regularnie. Przez liceum włosy męczyłam wysuszającą pianką, by próbować wydobyć skręt. Czasami się to udawało, czasami nie, a włosy były coraz gorsze. Dodatkowo włosy myłam wieczorem i często kładłam się z wilgotnymi spać. Ewentualnie suszyłam je suszarką z gorącym nawiewem. Prostownicę stosowałam sporadycznie, więc chociaż tyle dobrego.
Pod koniec liceum stan moich włosów był chyba najgorszy- końcówki nieobcinane blisko rok, hodowane, bo "przed maturą się nie obcina". Po maturach jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam, to pójście do fryzjera. Chciałam prosto, krótko obcięte włosy do połowy szyi. Długość uzyskałam taką, jak trzeba, ale z dodatkiem cieniowania. Aczkolwiek były w lepszym stanie niż wcześniej. Gdybym wtedy zainteresowała się włosomaniactem, bo tej pory prawdopodobnie udałoby mi się włosy odbudować.

Przez następne 3 lata moja pielęgnacja się dużo nie poprawiła- włosy zaczęłam myć rano, pozwalałam im trochę podesnąć (a włosy wysokoporowate szybko schną), resztę podsuszałam gorącym lakierem. Nadal męczyłam je pianką z alkoholem i do tego dołączył biosilk.
Dopiero pod koniec listopada ubiegłego roku wpadłam na blog Anwen i wpadłam, aczkolwiek lepszą pielęgnację zaczęłam stosować mniej więcej w połowie grudnia.
Jakie są obecnie moje włosy? Do tej pory udało mi się nieco zniwelować masakryczne puszenie, dzięki Jantarowi urosło mi trochę baby hair. Włosy są trochę bardziej błyszczące i mniej się plączą. Być może na zdjęciach dużej różnicy nie ma, w końcu od niedawna zaczęłam o nie dbać, ale ja czuję już lekką różnicę.W pielęgnacji nie pomaga fakt, że je farbuje od około 3 lat. Niestety, ale w genach otrzymałam siwe włosy w młodym wieku. Być może nie jest ich jeszcze aż tak dużo, aczkolwiek wolę je ukrywać. Na szczęście znalazłam ostatnio fryzjera, który potrafi ładnie rozjaśnić mi włosy, nie niszcząc ich przy okazji.


Moja obecna pielęgnacja:
- szampony: Love2mix z ekstraktem z papryki chili i pomarańczą, Facelle(głównie do zmywania olei) i Joanna Naturia z pokrzywą i zieloną herbatą do oczyszczania,
- Odżywki: Garnier z avocado i masłem karite (mój faworyt), rosyjski balsam z kwiatowym propolisem od babci Agafii, czasami maska Kallos, odżywka b/s Joanna z lnem i rumienkiem
- Maski: l'biotica do włosów suchych i zniszczonych
- Wcierki: wcześniej Jantar, teraz trochę nieregularnie kozieradka.
- Pielęgnacja wewnętrzna: siemię lniane od początku roku, w miarę regularnie,
- Oleje: wcześniej Amla Gold, jednak po jakimś czasie praktycznie przestał działać; od czasu do czasu używam dodając trochę olejku arganowego; BDFM
- Inne: po każdym myciu włosy płuczę chłodną wodą, końcówki zabezpieczam jedwabiem chi+kropla olejku arganowego; Ponieważ włosy myję codziennie rano, więc suszę je ciepłym oraz chłodnym powiewem.
Mój cel to nieco zagęścić włosy. Na razie porzuciłam próby uzyskania fal, być może spróbuję, jak uda mi się zapisać na kwiecień do pani Marty (http://kokardka-mysi.blogspot.com/p/of.html) :).

Wszystko ma swój początek.

Pewien prowadzący na jednym z laboratoriów zapytał się mnie, czy chcę być kobietą i inżynierem. Ponieważ było to zaliczenie jednego z ćwiczeń, zestresowana nic mu nie odpowiedziałam.Odpowiedź jednak cały czas tkwiła mi w głowie- chcę być kobietą inżynierem. Czy jest to wykonalne? Myślę, że jak najbardziej. Dlatego postanowiłam założyć bloga.

Pierwsze pytanie- o czym chcę pisać? O codziennych potyczkach świeżo upieczonej pan inżynier (obiecałam sobie, że jeżeli obronię się w terminie, wówczas założę takiego bloga), o włosomaniactwie, które od jakiegoś czasu mnie dopadło oraz co nieco o książkach (głównie fantastyka) i filmach.

Co do włosomaniactwa- jest to chyba jedna z głównych przyczyn założenia tego bloga. Interesuję się tym tematem stosunkowo od niedawna- mniej więcej od pierwszej połowy grudnia. Jedną z moich wad jest słomiany zapał, jednak tym razem włosomianiactwo to coś, co zaczyna mnie wciągać na całego. Dodatkowo chciałabym poszerzyć grono kobiet, które mają z natury włosy cienkie i rzadkie. Cały czas szukam dla siebie odpowiedniej pielęgnacji i mam nadzieje, że ten blog w znacznym stopniu pomoże mi.

Zapraszam do obserwowania i czytania mojego bloga.

Pozdrawiam

Kobieta-Inżynier